8 września, 2026
ChatGPT Image 21 mar 2026, 20_55_23

Ósmego stycznia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku, przed Sądem Okręgowym w Jeleniej Górze stanął Mateusz Rozalski – człowiek, którego niewinność została prawomocnie potwierdzona, a który wcześniej został wciągnięty w mechanizm działań państwa o wyjątkowo dotkliwym, wyniszczającym charakterze. Z materiału sprawy wynika, że wobec niego zastosowano zatrzymanie, dozór policyjny oraz skierowanie na przymusową obserwację psychiatryczną, a wszystko to zostało dopełnione długotrwałym obciążeniem procesowym i wielomiesięcznym ciąganiem po sądach oraz prokuraturach. Końcowy wynik tej sprawy podważył sens i zasadność wcześniejszych działań skierowanych przeciwko Mateuszowi Rozalskiemu, pozostawiając pytanie, które do dziś domaga się odpowiedzi: kto odpowie za krzywdę wyrządzoną niewinnemu człowiekowi? W toku postępowań i późniejszych działań interwencyjnych pojawiają się nazwiska osób, które podejmowały decyzje procesowe albo firmowały czynności instytucjonalne w sprawach dotyczących Mateusza Rozalskiego, w tym prokuratorów Grażyny Greb-Hejno, Radosława Magazowskiego i Marcina Piekarskiego oraz sędziów Wojciecha Grzebienia, Klary Łukaszewskiej i Tomasza Skowrona.

Poniżej publikujemy film z rozprawy, podczas której Mateusz Rozalski szczegółowo opisuje przebieg zdarzeń, jakie – według jego relacji oraz w świetle dokumentów omawianych przez redakcję – doprowadziły do jego wielomiesięcznego obciążenia, upokorzenia i skrzywdzenia przez instytucje, które powinny stać na straży prawa, a nie popychać obywatela w systemowe piekło.

To jednak nie jest historia, która zaczyna się dopiero w chwili złożenia wniosku o zadośćuczynienie. To finał długiego i brutalnego ciągu wydarzeń, który redakcja NCI „Rzeczpospolita Przestępcza” opisywała już wcześniej w kolejnych publikacjach poświęconych sprawie Mateusza Rozalskiego oraz mechanizmom działania jeleniogórskiego wymiaru sprawiedliwości. W publikacji „Prokuratura w Jeleniej Górze: Skarga Mateusza Rozalskiego pozostawiona bez biegu – standard sprawiedliwości według prokurator Grażyny Greb-Hejno?” opisano sposób potraktowania skargi Mateusza Rozalskiego, która – zamiast doprowadzić do rzetelnej i bezstronnej weryfikacji zgłoszonych zastrzeżeń – została pozostawiona bez biegu pod pretekstem braków formalnych i rzekomo wcześniejszego rozpoznania sprawy. Redakcja zwracała uwagę, że skarga skierowana wyżej wróciła ostatecznie do tej samej jednostki, której dotyczyła, co rodzi zasadnicze wątpliwości co do bezstronności, realności nadzoru i rzeczywistej możliwości dochodzenia sprawiedliwości. W materiale „SYSTEM KONTRA OBYWATEL: Sprawa Mateusza Rozalskiego jako modelowy przykład nadużyć prokuratury i sądu w Jeleniej Górze” uporządkowano tę historię chronologicznie, pokazując kolejne etapy: akt oskarżenia oparty na wątpliwych przesłankach, zastosowanie środków zapobiegawczych, skierowanie na obserwację psychiatryczną, a następnie końcowe rozstrzygnięcia, które podważyły sens wcześniejszych represji. Publikacja ta ukazywała nie tylko samą krzywdę Mateusza Rozalskiego, lecz także mechanizm instytucjonalnej samoobrony, w którym aparat państwa z łatwością sięga po środki przymusu, ale nie chce brać odpowiedzialności za skutki własnych decyzji. W artykule „MATEUSZ ROZALSKI, MILCZENIE FUNKCJONARIUSZY I ODPOWIEDŹ PROKURATORA MARCINA PIEKARSKIEGO, KTÓRA OMIJA ISTOTĘ SPRAWY” wyeksponowano inny, nie mniej istotny wymiar tej historii – milczenie osób obciążanych najpoważniejszymi zarzutami oraz brak rzeczywistej, merytorycznej odpowiedzi ze strony organów państwa. Redakcja zwróciła uwagę, że kiedy pytania zaczęły dotyczyć odpowiedzialności przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, odpowiedzi stały się formalne, wymijające albo nie padały wcale. To właśnie ten element szczególnie dobitnie pokazuje, że problem nie sprowadza się wyłącznie do jednej decyzji procesowej, lecz dotyczy znacznie szerszego modelu funkcjonowania instytucji. W publikacji „Interwencja dziennikarska w Jeleniej Górze – Sprawa Mateusza Rozalskiego i bulwersujące fakty o przestępczej strukturze wymiaru sprawiedliwości ujawnione w książce Grzegorza Niedźwiedzkiego «Droga do wolności»” opisano z kolei bezpośrednią próbę konfrontacji przedstawicieli redakcji z instytucjami w Jeleniej Górze. Jak wynika z relacji prasowej, również ta próba nie doprowadziła do rzeczywistego wyjaśnienia sprawy, lecz ujawniła kolejne procedury uniku, odmowy i instytucjonalnego dystansu wobec pytań dotyczących odpowiedzialności. Z opisu redakcji wyłania się obraz układu, który potrafi działać szybko i zdecydowanie wobec obywatela, ale staje się nagle bezradny, zamknięty i milczący, gdy pytania zaczynają dotyczyć jego własnych działań. Zestawienie tych publikacji prowadzi do jednego zasadniczego wniosku: sprawa Mateusza Rozalskiego nie jest wyłącznie historią jednego postępowania karnego ani tylko sporem o ocenę poszczególnych czynności procesowych. To historia człowieka, który został przepchnięty przez systemowe piekło – przez aparat państwa zdolny do brutalnej ingerencji w życie obywatela, ale niezdolny albo niechętny do przejrzystego rozliczenia skutków tej ingerencji. Bo jeśli państwo może się pomylić – a może – to powinno również potrafić się z tej pomyłki rozliczyć. Tymczasem z cyklu publikacji NCI „Rzeczpospolita Przestępcza” oraz działań opisanych przez redakcję wyłania się obraz dokładnie odwrotny. Nie widać mechanizmu rozliczenia. Nie widać realnej kontroli. Nie widać gotowości do uczciwego zmierzenia się z pytaniem, kto i dlaczego doprowadził do tej krzywdy. Widać za to powtarzalny schemat: unikanie odpowiedzi, proceduralne blokowanie spraw, przerzucanie odpowiedzialności, powroty pism do tych samych instytucji i milczenie tych, którzy powinni wszystko wyjaśnić. Sprawa Mateusza Rozalskiego pokazuje bowiem coś więcej niż jednostkową krzywdę. Pokazuje mechanizm, w którym obywatel musi odpowiadać na wszystko, a państwo nie chce odpowiadać za nic. Najpierw uruchamiana jest cała siła instytucji: zatrzymanie, dozór, obserwacja psychiatryczna, kolejne decyzje, kolejne podpisy i kolejne formalne postanowienia. Potem, gdy wcześniejsze działania nie wytrzymują konfrontacji z końcowym rozstrzygnięciem, nie pojawia się przejrzyste rozliczenie, lecz cisza. To właśnie dlatego publikowany dziś film ma znaczenie wykraczające poza sam zapis rozprawy. Jest nie tylko dokumentem procesowym, ale także świadectwem tego, jak obywatel opisuje własne doświadczenie zetknięcia z instytucjami państwa, które – zamiast chronić – mogły stać się źródłem jego wieloletniego upokorzenia, stresu i cierpienia. Materiał ten pozostawiamy opinii publicznej, ponieważ w sprawie Mateusza Rozalskiego najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy był winny. To zostało rozstrzygnięte. Dziś pytanie brzmi inaczej: czy ktokolwiek odpowie za to, co zostało zrobione niewinnemu człowiekowi? Bo kiedy obywatel staje przed państwem, państwo żąda od niego wyjaśnień, ale kiedy obywatel pyta państwo o odpowiedzialność jego funkcjonariuszy, zbyt często zapada milczenie. I właśnie to milczenie jest dziś jednym z najcięższych oskarżeń wobec systemu.

Do tej sprawy będziemy wracać, bo to jeszcze nie koniec. To, co dziś ujawniamy, jest dopiero fragmentem znacznie większej całości. Przed nami kolejne fakty, dokumenty i materiały, które będą odsłaniały kulisy działań podejmowanych wobec Mateusza Rozalskiego, w tym rolę prokuratora Radosława Magazowskiego, osobiście zaangażowanego w jego ściganie oraz w działania przedstawiane w relacjach i materiałach jako upokarzające, wyniszczające i obciążające niewinnego człowieka. Sprawą zajmują się dziennikarze Niezależnych Czasopism Internetowych Barwy Bezprawia, Polska Mafia Sądowa oraz Rzeczpospolita Przestępcza, którzy nie poprzestają na opisie przypadku Mateusza Rozalskiego, lecz docierają także do kolejnych osób mogących uważać się za pokrzywdzone działaniami lokalnej sitwy prokuratorsko-sędziowskiej w Jeleniej Górze. Równolegle redakcje zabezpieczają i analizują materiały odnajdywane w Internecie, w których od lat opisywane są zarzuty dotyczące przestępstw, nadużyć i patologicznych praktyk przypisywanych kilkudziesięciu sędziom, prokuratorom, policjantom i biegłym sądowym, mających dotyczyć nie tylko sprawy Mateusza Rozalskiego, ale również krzywdzenia wielu innych osób. Najbardziej wstrząsające jest jednak to, że osoby te, mimo wiedzy o rozpowszechnianiu tych materiałów, mimo kierowanych do nich pytań, wezwań i żądań zajęcia stanowiska, nie decydują się na rzeczowe i publiczne odniesienie do stawianych im zarzutów, a jednocześnie nadal sprawują swoje funkcje, jak gdyby nic się nie stało. W państwie prawa taka sytuacja nigdy nie powinna zostać zlekceważona. Przy takiej skali i ciężarze zarzutów właściwe instytucje powinny niezwłocznie podjąć realne czynności wyjaśniające, a nie chować problem pod urzędniczy dywan i udawać, że niczego nie ma. Tymczasem z ustaleń redakcji wynika, że zarówno prezesi jeleniogórskich sądów, jak i szefowie prokuratur obu instancji postanowili ten problem przemilczeć, nie podejmując rzeczywistych działań zmierzających do wyjaśnienia afery, o której mowa nie tylko w publikacjach prasowych, ale również w książce Grzegorza Niedźwiedzkiego „Droga do wolności”. Zamiast odpowiedzi jest cisza. Zamiast przejrzystości jest unikanie konfrontacji. Zamiast oczyszczenia życia publicznego jest trwanie układu, który według licznych relacji broni przede wszystkim samego siebie. Ta historia będzie ujawniana dalej, krok po kroku, aż pełny obraz tego mechanizmu oraz skala krzywd wyrządzanych nie tylko Mateuszowi Rozalskiemu, ale także wielu innym osobom, zostaną pokazane opinii publicznej. Bo są sprawy, których nie wolno zostawić w ciszy. Są nazwiska, które muszą zostać skonfrontowane z faktami. I są krzywdy, których nie wolno zasypać milczeniem tylko dlatego, że ich sprawcy lub osoby obciążane zarzutami działają pod osłoną urzędu, pieczęci i państwowego autorytetu.

 

7 przemyślenia na temat „SPRAWA MATEUSZA ROZALSKIEGO. NIEWINNY CZŁOWIEK, KTÓRY PRZESZEDŁ PRZEZ SYSTEMOWE PIEKŁO

  1. To nie jest już tylko jedna historia – to obraz mechanizmu, który według ujawnianych materiałów działa latami, korzystając z ciszy, bierności i instytucjonalnej ochrony. Jeżeli choć część przedstawionych faktów znajduje potwierdzenie w dokumentach i relacjach, mamy do czynienia z sytuacją, która powinna natychmiast uruchomić realne, a nie pozorne działania kontrolne. Brak reakcji osób pełniących funkcje publiczne, unikanie odpowiedzi i milczenie wobec tak poważnych zarzutów nie tylko podważają zaufanie do instytucji państwa, ale mogą być odbierane jako przyzwolenie na dalsze naruszenia. W państwie prawa nie wystarczy brak wyroku – konieczna jest transparentność, gotowość do konfrontacji z zarzutami i rzetelne ich wyjaśnienie. Każdy dzień zwłoki działa na niekorzyść zarówno osób, które czują się pokrzywdzone, jak i samego wymiaru sprawiedliwości. Dlatego ta sprawa wymaga nie tylko dalszego nagłaśniania, ale przede wszystkim konkretnych decyzji i odpowiedzialności – bez względu na stanowiska, nazwiska i układy.

  2. I have to thank you for the efforts you’ve put in penning
    this website. I really hope to see the same high-grade blog posts from you in the future as well.
    In fact, your creative writing abilities has motivated me to
    get my own site now 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *